//////
You are here: Home >Archive for the ‘Kochania trzeba się nauczyć’ Category

OBDARZENIE WŁASNYM ŻYCIEM, ROZUMEM I SERCEM

W czasie pierwszych miesięcy po porodzie odczuwałam fizyczną potrzebę bliskości dziecka. Czułam ją tak samo, jak mocno nałogowiec pragnie swego narkotyku. Gdy zmuszona byłam do opuszczenia mego domu, choćby tylko na krótko, wpadałam w sidła irracjonalnego lęku i wy­obraźni, podsuwającej najkoszmarniejsze wizje. Godzina rozłąki z moją córką była związana z poczuciem straty i tęsknoty, która mnie samą zadziwiała swoją intensyw­nością. Nie spodziewałam się tego głodu obcowania z dziec­kiem. Zanim moja córka, Ewa, przyszła na świat, byłam przecież roztropną, oczytaną, przygotowaną do macierzyń­stwa kobietą. Wszelka czułostkowość wydawała mi się egzaltacją. Sądziłam, że przez macierzyństwo przejdę bez większych zaburzeń wtnoim wewnętrznym życiu.

WSPOMNIENIE Z UŚMIECHEM

Moja kolizja z macierzyństwem była, być może, bardziej gwałtowna niż można było tego oczekiwać. Pragnienie zostania matką okazało się niewystarczające w zderzeniu z rzeczywistością. Nie przygotowano mnie do tego, że tylko ptaki budują swe gniazda z gałązek, że po odkarmieniu piskląt kosztem wyrzeczenia się pewnej ilości ogólnie dostępnych muszek, wypuszczają je ze swych gniazd, by – zgodnie z prawem natury – budowały własne gniazda i własnymi dziobami łapały muszki dla swoich dzieci. Dziś uśmiecham się wyrozumiale, myśląc o tych dniach. Pamiętam jednak dobrze panikę, która zawładnęła moim sercem i myślami, gdy zamknęły się za mną drzwi szpitala, a ja stałam trzymając w ramionach pakuneczek, który jeszcze przed pięcioma dniami egzystował bezpiecznie w głębi mego ciała.

TRUDNY CZAS

Trudny był również czas, zanim pojęłam, że dziecko ma przy mnie rosnąć i rozkwitać, i że to dla mnie jest właśnie nadrzędną wartoś­cią, nie zaś nieustanne wysiłki nad sprostaniem standar­dom, regułom, tabelom i normom. I wreszcie czas naj­trudniejszy, czas zrozumienia, że stopniowe odłączanie dziecka od matki, mojej córki ode mnie, musi zaczynać się już teraz, gdy jest ona bardzo malutka, bardzo uzale­żniona, bardzo niedołężna, ale posiada już świadomość, że nawet wtulona w moje ciało jest sobą, a ja – nie jestem nią. Pamiętam dobrze taki dzień, moja Córko, niedługo po Twoich pierwszych urodzinach. Oplotłaś mi szyję rączkami i przywarłaś do mnie w czasie, gdy ubierałam Cię na spa­cer. To był akt kochania. To był także akt woli. Postanowi­łaś mnie kochać. I chyba ten moment, uświadomienia go sobie, zabezpieczył nas przed wieloma […]

MACIERZYŃSTWO BEZ LĘKU

Im bardziej zbliża się oczekiwany dzień urodzenia dziecka, tym częściej do serca zakrada się lęk. „Czy potra­fię być dobrą matką?”. Miliony matek na świecie pielęg­nuje swe dzieci, z powodzeniem przeprowadzając je przez wszystkie etapy dzieciństwa, znajdując w tym radość i satysfakcję. Fakt ten jednak nie uspokaja młodej matki. Nadal czuje się zagubiona, wystraszona, niepewna siebie i głęboko przekonana, że to ona jedna tylko dźwiga na sobie tak wielką odpowiedzialność.W koszykowym lub drewnianym łóżeczku leży mała istota, stworzenie śpiące lub wrzeszczące, bezradne, zdane wyłącznie na swą młodą matkę.

TRADYCJA

Do tradycji należy odwiedzanie młodej matki w domu po jej powrocie ze szpitala. Jakże często za wiele wtedy gości, rad i przestróg popartych „przykładami z życia”, za wiele doświadczonych osób, na których doświadczeniu można rzekomo polegać lepiej niż na własnym rozsądku, radach lekarza czy tym, co podszeptuje jakże często nie- omylny instynkt macierzyński.Matka, która zbliża się do swego dziecka z otwartą książką w ręku – a z zamkniętym sercem i uśpioną intuicją szukając wskazówek, jak uciszyć krzyk i wołanie, jest tworem źle pojętej cywilizacji. Napięcie i zdenerwowanie przeszkadza wsłuchać się w krzyk dziecka i zrozumieć jego potrzeby. Zbyt gorliwe pragnienie zostania wzorową, lep­szą od najlepszych matką opóźnia wkroczenie w to macie­rzyństwo, które daje spokój, radość, wzruszenie.

ROZSĄDNA MATKA

Ktoś kiedyś powiedział, że dobre matki czynią dobre dzieci. Powiedzenie to można by odwrócić. To dobre dzieci czynią dobre matki. Dobre dzieci, to znaczy łatwe do pro­wadzenia, zdrowe, radosne, bezproblemowe. Przy nich matki wolne są od dręczących je obaw, poczucia winy, kompleksów własnej nieudolności. Rozsądna, światła matka wie, że jej dziecko jest inne od wszystkich innych dzieci i w związku z tym nie trzeba nie­ustannie przyrównywać go do rówieśników. Dlaczego więc ma mnie dziwić, że mój syn nie chce jeść marchwi?Może nie nauczyłam go jeść bez grymasów? Dlaczego moja córka nie chce spać po óbiedzie? Może popełniłam jakiś błąd?

INSTYNKT MATKI

Źle jest, gdy matka poczuwa się do winy wobec dziecka, które nie zachowuje się w sposób uznany przez nią za jedyny i najlepszy. Najczęściej matki dopuszczają pewne różnice między dziećmi, które mają już 2 lub 3 latka, zapominają jednak, że i niemowlęta są różne. Dlaczego tamto przesypia całą noc, a moje krzyczy nad ranem? Dla­czego tamto unosi główkę, a moje zaczyna dopiero nie­śmiałe próby? Dlaczego tamto ma już trzy zęby, a moje dopiero dwa? Instynkt każe młodej matce tulić swe dziecko, gdy jest przestraszone, okrywać w nocy, karmić nieco wcześniej lub później niż wskazuje rozkład posiłków. Przy tym wszystkim jednak sumienie nie daje jej spokoju.

CZUJNE OKO MATKI

Czy ustę­pując i zaspokajając potrzeby małej istoty, nie wyzwala całęj lawiny nowych potrzeb? Trzeba umieć uczyć się od swego dziecka odpowiedzi na te pytania. Czujne oko matki, wyzwolonej z kompleksów, lęków i samooskarża- nia, potrafi dojrzeć, że dziecko, którego potrzeb nie igno­rowano, ma więcej szans rozwijać się spokojnie i bez problemów. Jak znaleźć złoty środek, by nie popaść w pfzesadę? Znamy matki,, które czytają gazetę w porze karmienia dziecka i przy akompaniamencie jego krzyków. Znamy też i takie, które rezygnują całkowicie z przyjemności i wyma­gań dla wyimaginowanych potrzeb swego dziecka. Oczy­wiście jeden i drugi przypadek jest przypadkiem krańco­wym. 

ŁATWIEJSZE MACIERZYŃSTWO

Na pewno macierzyństwo stanie się łatwiejsze dla tej matki, która w granicach zdrowego rozsądku uzna potrzeby swego dziecka i zacznie znajdować radość w dawaniu. W przeciwnym razie macierzyństwo stanie się samoudręką i niewolą. Z początku mała, bezradna istota pochłania matkę cał­kowicie, bo z jednej strony nowe obowiązki, z drugiej – niecierpliwy, nie pogodzony jeszcze z zimnym, obcym światem noworodek. Szybko, bardzo szybko nauczy się ona odczytywać wszystkie jego potrzeby, rozumieć jego niepokoje i lęki, nauczy się wywoływać uśmiech i sprowa­dzać sen. Dziecko natomiast będzie się uczyło bardzo wielu nowych rzeczy, którymi oszołomi i wprawi w zdu­mienie, i zachwyt całą rodzinę. Po kilku miesiącach potrafi ono np. poczekać na butelkę, gdy matka jest zajęta, a wkrótce potem będzie umiało na dźwięk słowa „nie” zatrzymać rączkę, sięgającą po zakazany przedmiot.

MĘŻCZYZNA ZOSTAJE OJCEM

W ostatnich latach wiele się mówi i pisze o roli mężczy­zny w rodzinie. W toku tych dyskusji ujawnia się tenden­cja do obwiniania jyców za wiele złych rzeczy, które pojawiają się w rodzinie. Tak powstają ważkie i trudne tematy do przedyskutowania, jak: „nowa rola ojca”; „czy ojciec potrafi zastąpić matkę”; „dlaczego ojcowie nie dostrzegają swych dzieci?”. I choć coraz częściej obserwujemy wspa­niałych, oddanych dzieciom bez granic ojców, temat jest nadal aktualny. Czy ojciec jest naprawdę tak bardzo odpowiedzialny za to, co bywa złe w naszej rodzinie? Czy jest ofiarą błęd­nego, od lat pokutującego, wyobrażenia o panu i władcy? Czy obserwowany coraz częściej dobry, właściwy układ rodziny jest wyrazem dostosowywania się do nowego wzoru rodziny w zmienionym społeczeństwie?